Forum Wielkopolskiej Braci Sarmackiej

Obecny czas: 05 Wrz 2010, 10:33

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina




Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 30 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
 Temat postu: Re: JEZUICI
PostWysłany: 15 Lut 2010, 18:14 
Offline

Dołączenie: 07 Maj 2009, 14:00
Posty: 112
Miejscowość: Zbąszyń
Witam

Jeśli chodzi o Jezuitów to należy pamiętać, że jedną z podstawowych reguł zakonu było posłuszeństwo papieżowi i przełożonym. Pod tym względem nie można mieć do nich zastrzeżeń. A, że niejednokrotnie interesy polityczne papiestwa i Najjaśniejszej Rzeczpospolitej były odmienne oczywistym było, że Jezuici tym pierwszym służyć będą.
Jeśli chodzi o Zygmunta to bardzo krótko, bo nie jest to tematem postu. Moim zdaniem swoją wiarę traktował bardzo poważnie i w przeciwieństwie do większości polityków tamtej epoki nie potrafił powiedzieć "Paryż wart jest mszy"


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: JEZUICI
PostWysłany: 17 Lut 2010, 11:34 
Dysputa...


Góra
  
 
 Temat postu: Re: JEZUICI
PostWysłany: 21 Lut 2010, 13:33 
Offline

Dołączenie: 07 Maj 2009, 14:00
Posty: 112
Miejscowość: Zbąszyń
Oto kaznodzieje i spowiednicy królewscy z Zakonu Jezuitów

Marcin Laterna z Drohobycza zamęczony przez szwedzkich protestantów kaznodzieja JKM Stefana Batorego.
Piotr Skraga za Zygmunta III
Fabian Brikowski za Władysława IV
Adrian Pikarski za Jana Kazimierza
Chryzostom Gołębiowski za Jana III



Teraz cytat który charakteryzuje jednego z władców Polski
"Protestantyzm uważał za czynnik niebezpieczny ze względów politycznych. Traktując religię, jak wielu władców owego stulecia, jako "instrumentum regni", narzędzie panowania kiedy tylko mógł, opowiadał się zdecydowanie po stronie katolików: popierał jezuitów w Polsce i Siedmiogrodzie, walczył z luterańskim Gdańskiem, przygotować miał wkrótce wyprawę przeciw protestanckiej Rydze, ... A nawet jeśli publicznie potrafił grzmieć przeciw sprawcom antyprotestanckich tumultów w Krakowie, to też tylko na pokaz: wbrew wszelkim pogróżkom, palcem nie kiwnął by ich ukarać"
Nie o Zygmuncie III w tym fragmencie mowa ale o Stefanie Batorym.

Nawiązując do początku dyskusji i wypunktowaniu wszelakich błędów Zygmunta III i Jezuitów dodać należy, że Jan Zamoyski "Zrzekł się go więc (urząd starosty grodu krakowskiego) na korzyść wiernego Mikołaja Zebrzydowskiego, nie przewidując groźnych po latach konsekwencji: spór między Zygmuntem III a Zebrzydowskim o nadany niegdyś Zamoyskiemu przez Stefana (Batorego) dwór starościański na Wawelu stanie się później jedną z przyczyn rokoszu."
No i zrzekanie się przez Zygmunta III praw do Prus. Przecież tak na prawdę to taki argument można już od panowanie Zygmunta Starego wyciągać.

Wszystkie informacje można znaleźć w biografii Jana Zamojskiego pióra Stanisława Grzybowskiego s. 151 - 152, 180 -181, 183,


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: JEZUICI
PostWysłany: 28 Lut 2010, 22:39 
Offline

Dołączenie: 18 Maj 2009, 17:00
Posty: 113
Miejscowość: Bydgoszcz
Hmm posiadam skan - Akt Rokoszu oryginalnego przeciw Zygmuntowi III z 1607 i tam o tej sprawie nie napisano :)

_________________
"In quorum manibus arma sunt, in eorum potestate est conservare et perdere Rempublicam" - w czyich rękach jest oręż, w tych mocy, i ocalić i zgubić Rzeczpospolitą.


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: JEZUICI
PostWysłany: 28 Lut 2010, 22:58 
Offline

Dołączenie: 18 Maj 2009, 17:00
Posty: 113
Miejscowość: Bydgoszcz
Imć Tomaszu Respons szykuję i już mam wszelkie materiały jeno do kupy zebrać je muszę takoż proszę uzbrój się w cierpliwość :) Czasu mam mało. Ty zresztą pewnikiem takoż. Korzystając iż zaglądnąłem tutaj pragnę jeszcze raz z całej mocy persony własnej i Kompanij Kujawskiej życzyć wszelkiego szczęścia i chwil pamiętnych (rodzicielskich) z potomkiem. Niechaj Andrzej Otworowski chowa się zdrowo i rodzicom swoim niechaj będzie źródłem radości i pociechy wszelakiej. Życzym aby wyrósł na znamienitego szlachcica i nie jednego godnego czynu dla Rzeczypospolitej dokonał, pociechy i dumy rodzicielom przysparzając.

_________________
"In quorum manibus arma sunt, in eorum potestate est conservare et perdere Rempublicam" - w czyich rękach jest oręż, w tych mocy, i ocalić i zgubić Rzeczpospolitą.


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: JEZUICI
PostWysłany: 08 Mar 2010, 11:32 
dziękuję waszmości


Góra
  
 
 Temat postu: Re: JEZUICI
PostWysłany: 08 Mar 2010, 11:41 
Waszmość wiele zarzucasz jakoby Kościół Katolicki przejawiał nietolerancję wobec innowierców.
Ale waść wykazujesz zupełną niewiedzę o nietolerancji przedstawicieli innych wyznań wobec katolicyzmu. Gdybyś zaś zajrzał do książki najwybitniejszego polskiego badacza dziejów tolerancji prof. Janusza Tazbira ("Państwo bez stosów", Warszawa 1967 r;, s. 89-91, 93), dowiedziałbyś się mało budujących faktów o ekscesach antykatolickich ze strony protestantów. Tazbir pisze m.in. (na s. 89), że: "W czasie świąt Wielkanocy 1551 r. Stanisław Słabosz Mężyk zrzucił po pijanemu w błoto krzyż z kościoła św. Jadwigi na Stradomiu (w Krakowie), a następnie go podeptał. W pięć lat później, przed świętami Bożego Narodzenia, również pijani dworzanie luteranina Jana Bonera wtargnęli do katedry wawelskiej, zelżyli i wyszydzili duchownych, a zerwawszy niektóre wota, wiszące nad grobem św. Stanisława, połamali je i wyrzucili ze świątyni. (...) W samym Krakowie szlachta protestancka wdzierała się dwukrotnie do klasztorów, gdzie wszczynała krwawe burdy. Szczególną niechęcią otaczała ona przedmioty kultu religijnego: nawet tak tolerancyjni skądinąd arianie w swoich posiadłościach nie tylko zamieniali kościoły na spichrze czy stajnie, ale i obalali figury przydrożne oraz palili krzyże. Urządzano również bluźniercze w oczach katolików pochody, parodiując ich procesje". Dochodziło czasami do bezkarnych profanacji rzeczy świętych. Na przykład kalwin Marcin Kreza w 1580 r. podeptał publicznie Eucharystię nogami, a następnie rzucił ją psom na pożarcie (por. J. Tazbir, op.cit., s. 91). Nic dziwnego, że Tazbir, komentując te ekscesy, pisał: "Wiele było wolno szlachcicowi w ówczesnej Polsce, daleko więcej niż każdemu z obywateli współczesnego państwa, w którym obraza uczuć religijnych jest surowo karana".
W innej książce, "Arianie i katolicy" (Warszawa 1971, s. 11), Tazbir pisał: "Sporo źródeł z drugiej połowy XVI wieku i początków następnego stulecia stwierdza, że arianie ścinali figury przydrożne i palili wystawione na polach krzyże. Nie wszystkie z tych relacji zasługują na wiarę, tym niemniej należy stwierdzić, że Bracia Polscy dość nietolerancyjnie odnosili się do przedmiotów kultu katolickiego. Co więcej, już w r. 1626 mamy do czynienia ze znieważeniem krucyfiksu przez uczniów szkoły ariańskiej. 10 września 1626 r. chłopcy ze szkoły Braci Polskich w Lachowicach na Wołyniu 'za rozkazaniem starszego swojego crucifix Męki Pańskiej, za miastem postawiony, kupą wyszedłszy, kamieniami potłukli i wniwecz obrócili, bałwanem nazywając i bluźniąc' (...)".
Zamknięcie przez władze ariańskiej Akademii Rakowskiej - czymże było sprowokowane. Jakże inaczej niż inni pisze o tej sprawie N. Davies (op.cit., s. 214), stwierdzając, że "z nakazu sejmu zamknięto Akademię Rakowską po tym, jak kilku z jej studentów nierozważnie zniszczyło okoliczny przydrożny krzyż (...)".
Oddajmy głos w tej sprawie badaczowi tamtej epoki prof. Januszowi Tazbirowi. W książce "Arianie i katolicy" Tazbir pisze: "Według relacji ariańskich (Samuela Przypkowskiego) uczniowie zaczęli lekkomyślnie rzucać kamieniami i trafili w krzyż, wystawiony przez księdza Rokickiego. Strwożeni zniszczeniem, zakopali krzyż w ziemi i zaprzysiągłszy tajemnicę, wrócili do miasta. Natomiast według źródeł katolickich uczynili to umyślnie: najpierw rzucali kamieniami czy też strzelali z łuku, następnie obaliwszy krucyfiks na ziemię poczęli go lżyć, deptać, bić kijami w końcu zaś cały zniszczyli. Mieli przy tym krzyczeć: 'Jeśliś prawdziwy Bóg, usuwaj nóg'. Przekazy obu stron są zgodne co do tego, że studenci rakowscy zniszczyli z rozmysłem (czy też przypadkiem) graniczny krucyfiks. Jako głównych winowajców wymieniano dwóch spośród obecnych, mianowicie znanych z zuchwalstwa Babińskiego i Falibowskiego, których zachowanie było już nieraz w kościele karcone" (s. 12-13).


Góra
  
 
 Temat postu: Re: JEZUICI
PostWysłany: 09 Mar 2010, 05:16 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 06 Maj 2009, 21:31
Posty: 268
Miejscowość: Valletta
„Jeśli nie przebaczycie ludziom, to i wam nie przebaczy Ojciec wasz przewinień” (Mt 6, 15).
Jakiś czas temu nasz Brat Maksym powiedział, że Katolicy są najbardziej tolerancyjni spośród Chrześcijan. To daje do myślenia... Śmiem twierdzić, że onegdaj to właśnie zwolennicy reformacji o wiele bardziej pałali żądzą szerzenia swojej wiary na siłe niźli katolicy. Że wspomnę Anglię czasów św. Tomasza Morusa czy też krwawe zdławienie wystąpienia w Niemczech T. Munzera (wspólnie z katolikami). Onegdaj w protestanckiej Szwecji zakazany był nie tylko katolicyzm, ale i kalwinizm.
Cytuj:
Bodaj najstraszliwsze prześladowania katolików miały miejsce w Irlandii, zwłaszcza w czasie inwazji wojsk Cromwella i w następnych latach istnienia Commonwealth. Armia purytańska, napotykając w katolickim mieście na choćby śladowy opór, mordowała wszystkich mężczyzn. Nic dziwnego, że w wyniku inwazji Cromwella liczba ludności Zielonej Wyspy spadła o co najmniej 1/3. Za bycie katolickim księdzem albo za ukrywanie księdza groziła kara śmierci - mordowano całe rodziny, zupełnie jak hitlerowcy za ukrywanie Żydów. W wielu starych irlandzkich domach do dzisiaj można zobaczyć tzw. "skrytki na księży". Do tego dochodziła jeszcze polityka gospodarczego niszczenia katolików. Zabroniono im posiadania ziemi, którą oddano protestanckim osadnikom. Katolików spychano do rezerwatów - wydzielonych części kraju, na najbardziej jałowe ziemie, np. rozległe bagna w Connaught. Do tego dochodziły jeszcze rozliczne bariery majątkowe - katolik nie mógł posiadać składników majątkowych wartych więcej, niż określały restrykcyjne limity.Historycy.org (Ironside @ 25/09/2007, 11:45)

Dlatego też apeluje o zachowanie prawdy historycznej. Jest wysoce niesprawiedliwe kiedy zewsząd Kościół Katolicki jest atakowany a protestanci w tamtych czasach to niby tacy postępowi, uosobienie wolności, kościoły narodowe niby to takie dobro a katolicy to źli, bo Watykan, bo Papierz, bo Jezuici. To jest pewien stereotyp, to uproszczenie, mówią Jezuici źli a dlaczego nie waży się uczynków? Dlaczego nie widzi się dobra, które czynili i czynią?
W dzisiejszej Polsce Katolików nie jest wcale 98% może 10-20% Wiara wymaga a my przez wygodnictwo usprawiedliwiamy się tym, iż księża są tacy i tacy, bo jestem wierzący niepraktykujący. Uważam, że Kościół w obecnych czasach powinien być bardziej radykalny, powinien nauczać dorosłych a błogosławić dzieci. Niestety odnoszę wrażenie, że jest odwrotnie. Nadejdzie jednak czas gdy wielu zachłyśniętych materializmem, hedonizmem, wygodnictwem życia zrozumie co jest w życiu ważne i powróci jak syn marnotrawny na łono matki Kościoła.

_________________
++Katolik powinien wypełniać wszystkie przykazania Kościoła oraz okazywać mu przywiązanie i posłuszeństwo+++


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: JEZUICI
PostWysłany: 14 Mar 2010, 17:25 
Offline

Dołączenie: 18 Maj 2009, 17:00
Posty: 113
Miejscowość: Bydgoszcz
Hmmm wielce ubolewam nad tym postem Mości Tomaszu. Mniemam iż ta wymiana szkód które ty przedstawiasz ma na celu ukazanie szkód wszelakich których doznali katolicy od innowierców. Ubolewam bo nie myślałem że będzie się licytować kto komu więcej szkód w tym konflikcie uczynił tylko nad szkodami przez Jezuitów uczynionymi (lub nie). Ale skoro wola Waszeci takoż się i stanie i odpowiem. Poczynajmy więc :)
Piszesz
"W czasie świąt Wielkanocy 1551 r. Stanisław Słabosz Mężyk zrzucił po pijanemu w błoto krzyż z kościoła św. Jadwigi na Stradomiu (w Krakowie), a następnie go podeptał. W pięć lat później, przed świętami Bożego Narodzenia, również pijani dworzanie luteranina Jana Bonera wtargnęli do katedry wawelskiej, zelżyli i wyszydzili duchownych, a zerwawszy niektóre wota, wiszące nad grobem św. Stanisława, połamali je i wyrzucili ze świątyni. (...) W samym Krakowie szlachta protestancka wdzierała się dwukrotnie do klasztorów, gdzie wszczynała krwawe burdy. Szczególną niechęcią otaczała ona przedmioty kultu religijnego: nawet tak tolerancyjni skądinąd arianie w swoich posiadłościach nie tylko zamieniali kościoły na spichrze czy stajnie, ale i obalali figury przydrożne oraz palili krzyże. Urządzano również bluźniercze w oczach katolików pochody, parodiując ich procesje". Dochodziło czasami do bezkarnych profanacji rzeczy świętych. Na przykład kalwin Marcin Kreza w 1580 r. podeptał publicznie Eucharystię nogami, a następnie rzucił ją psom na pożarcie (por. J. Tazbir, op.cit., s. 91). Nic dziwnego, że Tazbir, komentując te ekscesy, pisał: "Wiele było wolno szlachcicowi w ówczesnej Polsce, daleko więcej niż każdemu z obywateli współczesnego państwa, w którym obraza uczuć religijnych jest surowo karana".

cóż wiec mamy Osobę Mężyka, pijanych dworzan Bonera, dwa razy wdarto się do klasztorów, oraz Pana Krezera.

"Sporo źródeł z drugiej połowy XVI wieku i początków następnego stulecia stwierdza, że arianie ścinali figury przydrożne i palili wystawione na polach krzyże. Nie wszystkie z tych relacji zasługują na wiarę, tym niemniej należy stwierdzić, że Bracia Polscy dość nietolerancyjnie odnosili się do przedmiotów kultu katolickiego. Co więcej, już w r. 1626 mamy do czynienia ze znieważeniem krucyfiksu przez uczniów szkoły ariańskiej. 10 września 1626 r. chłopcy ze szkoły Braci Polskich w Lachowicach na Wołyniu 'za rozkazaniem starszego swojego crucifix Męki Pańskiej, za miastem postawiony, kupą wyszedłszy, kamieniami potłukli i wniwecz obrócili, bałwanem nazywając i bluźniąc' (...)".
Zamknięcie przez władze ariańskiej Akademii Rakowskiej - czymże było sprowokowane. Jakże inaczej niż inni pisze o tej sprawie N. Davies (op.cit., s. 214), stwierdzając, że "z nakazu sejmu zamknięto Akademię Rakowską po tym, jak kilku z jej studentów nierozważnie zniszczyło okoliczny przydrożny krzyż (...)".


Jakże dziwne że za zniszczenie krzyża zamyka się Akademie Rakowską a za prześladowania innowierców nigdy podobnie nie postąpiono względem Jezuitów? Ponadto znalazłem źródła gdzie o onym incydencie wypowiedziano się "prawdopodobnie".
W tym miejscu gdzie stała Akademia (po jej zburzeniu) postawiono Kościół.

1641 roku Jan Ziółkowski ze wsi Radostów posądzony (przez plebana) o strzelanie do obrazów świętych skazany został na:
1) 30 razów postronkiem
2) na pracę w żelaznych okowach przez rok przy pałacu biskupim.
3) stanie w kunach przez cztery święta.

W 1611 za Rzekome bluźnierstwa skazano arianina Iwana Tyszkiewicza na ćwiartowanie żywcem. Ileż dziś katolików trza żywcem porąbać.

O nienawiści i skandalicznym zachowaniu może świadczyć postępowanie Opatki sandomierskich Benedyktynek która oskarżyła arian o urok w wyniku którego wszyscy się skłócili w klasztorze a nawet tenże spłonął. Dlatego Opatka w swych posiadłościach w Lublinie postanowiła na arianach pomsty szukać więc profanowała groby i trupy na wierzch wywlekała.
Zdarzały się wyroki i oskarżenia iż diabły ariańskie uroki, opętania i insze złe rzeczy czynią za co nie jeden głowę dał.
W 1522 w Krakowie pierwszy proces przeciwko luteranom, wydano przepis pozwalający przeszukiwać domy poszukując ksiąg luterańskich. W Toruniu w 1520 nuncjusz papieski chce spalić obraz Lutra czym wywołuje zamieszki. W Cieszyńskim od 1610 prześladowania czynione przez Bernardynów z Kalwarii Zebrzydowskiej i jezuitów trwały z rożną siłą piętnaście lat. W 1529 roku z Poznańskiego Kolegium Lubranieckiego usunięto Znanego pedagoga Krzysztofa Hegendorfa tylko za to że był Luteraninem. W 1562 – 1565 podczas kryzysu stankariańskiego wewnątrz samych kalwinistów ewangelicy domagali się wygnania Arian z Rzeczypospolitej w ich obronie wystąpił Hozjusz mówiąc „Wojna wśród heretyków jest pokojem dla kościoła nie mając wcale na uwadze Rzeczypospolitej”.Warto wspomnieć o zgodzie sandomierskiej z roku 1570 gdzie wszelkie innowiercze religie podpisały porozumienie i razem się tolerowały i akceptowały przez prawie 25 lat. Co przekonywało ludzi do porzucania innowierstwa i powrotu na łono kościoła po pierwsze, biednych to iż do przytułków i szpitali nie przyjmowano innowierców, ubogich duchem kult świętych i cuda które w luteranizmie nie bywały. Ambitnych, łatwość zrobienia kariery gdy było się katolikiem, a najbogatszych i przez to najbardziej grzesznych łagodność i wyrozumiałość spowiedników katolickich.” tak piszą ówcześni.
W 1591 zniszczył tłum dwa zbory w Krakowie, ewangelicki i ariański. Nie przypadkiem jezuitów nazywano w XVI i XVII wieku wyzuitami od wyzuwania ludzi z posiadłości. Szlachcic czrwonoruski Jan Szczęsny Herburt wolał wysłać syna do szkoły luterańskiej na Słowację zamiast do pobliskich Jezuitów. A nie był to przypadek odosobniony warto zauważyć iż on sam był katolikiem. Polski męczennik jezuicki w Japonii musiał oszukiwać urzędy by móc zapisać jezuitą swe włości. W 1672 roku w Toruniu skazano na śmierć pastora luterańskiego między innymi za to iż kazania wygłaszał po polsku a nie po niemiecku! Pretekstem do prześladowań był też potop szwedzki . W 1656 wojska polskie spaliły Leszno i rozpędzono braci czeskich a sami Leszczyńscy nie mając wyjścia przechodzili na katolicyzm. Kaznodziejów protestanckich znieważano i bito. Studenci krakowscy „szukali wiary” – w skrzyniach bogatych protestantów profanowali innowiercze cmentarze i pogrzeby. A nawet napadali na zbory plondrując je.12 lipca 1617 pobito doktora Wincentego Łyszkiewicza. Chłopi którzy bronili swojego zboru przed zniszczeniem we wsi Kozy zostali spaleni żywcem wyroku trybunału. Chłopi mimo spalenia zboru odprawiali tajne nabożeństwa w lasach i stodołach. Jak poradzono sobie z nimi otóż wyrżnięto 300 osób w roku 1770, ocaleni uciekli na Śląsk. W wieku XVII tyczono dysputy teologiczne jednak katolicy nie chcieli dyskutować na temat wiary tylko niejakiego Daniela Kłaja skazano na śmierć.Kłaj nie był zbójem napisał dziełko pt. „Rozmowa przyjacielska ministra ewangelickiego z księdzem katolickim” w 1671 roku. Jak to się ma do tych kilku sprofanowanych krzyży i obrazów? Myślę że to zamyka polemikę w stylu wyliczanek kto komu co zrobił Poza tym przypominam iż jeśli tak ciężko było katolikom i Jezuitom to czemu w Piotr Skarga swoimi działaniami zakulisowymi doprowadził do zerwania sejmu w którym to właśnie miano ustalić prawo by wszystkich szkalujących świątynie i zbory itd. na gardle karać. Wiesz Waść czemu bo to Jezuici po stokroć więcej gwałtów czynili.

Tak pisał Potocki o tym:
"Jeśli słabe kazania Piotrowego skutki,
Więc jego mieczem dodać do wiary pobudki"

a tak pisał o traktowaniu arian:
"Temu nieborakowi wsi wzięły kaduki,
Czemuż to? Bo źle wierzył. Takowej nauki"

A jakże znamienne słowy napisał o Rzeczypospolitej które swym morałem i dziś tak aktualne
"cóż tedy będzie dalej? Jeśli mnie kto spyta,
W księżą się rzecz obróci samę pospolita.
Jeśli z tego zawczasu snu się nie obudzi,
Pełno będzie kościołów cóż kiedy bez ludzi

kilka słów jeszcze o oświacie. Znalazłem coś ciekawego co Waszmościom powinno dać do myślenia jak to z tą Jezuicką edukacją bywało.
W województwie krakowskim w latach między 1600 - 1620 arian piśmiennych 97% mężczyzn, 80% kobiet
Kalwinów 97% mężczyzn, 70% kobiet,
Katolicy 80% mężczyzn, 50 % kobiet,
Nie komentuję dane mówią same za siebie.

Za podsumowanie niech posłuży cytat który to jezuici powtarzali na przełomie XVI i XVII wieku. „Pierwej trza Kościoła i dusz ludzkich bronić niźli ojczyzny! Jeśli zginie doczesna przy wiecznej się ostoim.” Wiec upadła ta co im schronienie dała i w mrok runęła na 123 lata.

_________________
"In quorum manibus arma sunt, in eorum potestate est conservare et perdere Rempublicam" - w czyich rękach jest oręż, w tych mocy, i ocalić i zgubić Rzeczpospolitą.


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: JEZUICI
PostWysłany: 14 Mar 2010, 17:35 
Offline

Dołączenie: 18 Maj 2009, 17:00
Posty: 113
Miejscowość: Bydgoszcz
Mości Tomaszu. Wybacz iż tak wiele czasu upłynęło jednakoż trza było Onego by godny respons przygotować. Mamy więc powyższą wypowiedź i tę. Skupimy się tą razą na onej pozycji wydanej w 1843, w Paryżu. Tytuł onej pozycji „Jezuici. Wyjątek z dziennika Demokrata Polski”
Cóż tam czytamy postaram się przybliżyć. 
Zasadniczo tematem jest polemika uniwersytetów francuskich a jezuitami, a spór tyczy wychowania publicznego i losu oświaty we Francyji. Księga oparta na dokumentach źródłowych i regułach zakonu jezuickiego. Za potwierdzenie wartości pozycji pod względem merytorycznym niech wystąpią nazwiska Michelet i Qinet na podstawie prac których powstała ta pozycja. Miałem zamiar tą pozycję cytować ale nie sposób więc zamieszczam w całości. Miłej lektury. Komentarz jest zbyteczny więc niech ona pozycja broni się sama.


JEZUICI

Paryż 1843 rok

WYJĄTEK Z DZIENNIKA.
DEMOKRATA POLSKI.

W DRUKARNI BODRGOGNE ET MARTINET
PRZY ULICY JACOB , 30

Jesteśmy świadkami żwawej nader walki między Je¬zuitami a Uniwersytetem fraucuzkim. Spór toczy się o kierunek wychowania publicznego ; dotyczy przyszłego losu oświaty; z najważniejszemi zadaniami filozofii i po¬lityki ma związek. Jest to więc przedmiot z natury swo¬jej ogólny, polską zaś publiczność tem mocniej intere¬suje że w znacznej części kraju naszego zabranej przez Austryę, Jezuici szczególne względy rządu tego po¬zyskawszy, mają sobie powierzone wychowanie mło¬dzieży. Zamierzamy więc o nim mówić biorąc za mate-ryał lekcye pp. Michelet i Quinet drukiem ogłoszone. Z wyjątków stąd czerpanych i we. właściwy sposób z so¬bą związanych, utworzymy całość, z której dostatecznie poznać będzie można, czem jest jezuityzm sam w sobie, jak działa na społeczeństwa w których istnieje pod du¬chowym , moralnym, naukowym i politycznym względem. Wszystko to zaś będzie oparte aa przepisach, konstytucyach zakonu i na czynach historycznych prze¬zeń dokonanych
" Co nam zwiastuje przyszłość Bóg wie tylko jeżeli ma nas jeszcze karać , błagam go, aby karał mie¬czem...
« Rany mieczem zadane są czyste i nie hańbiące, krew z nich płynie , jednak zagoić je można. Ale co począć z ranami przynoszącemi wstyd, jakie potrzeba ukrywać, które zadawniają się i coraz bardziej jątrzą?
« Duch policyi wprowadzony do rzeczy boskich, duch pobożnej intrygi , świętobliwego szpiegostwa, jednem słowem duch jezuitów— oto jedna z tych ran, których najmocniej obawiać się należy.
« Niechaj Bóg dziesięć razy ześle na nas tyranię po¬lityczną, wojskową, wszystkie tyranie raczej, niż żeby taki dnch policyi skalać miał kiedykolwiek naszą zie¬mię ! Tyrania ma to przynajmniej w sobie dobrego że oburza uczucia narodowe , można ją złamać albo sama się łamie. Ale jeżeli czucie wygasło, jeżeli gangrena rozeszła się po twoim ciele i po twoich kościach , czem się uratujesz ?
«Tyrania uciska człowieka zewnętrznie tylko, krępu¬je jego czyny. Policja zaś o której wspomniałem, skrępowałaby nawet myśl jego. . ,
« Przez to dusza z czasem dotknięta w swoich głę¬biach, inną przybrałaby naturę.
« A dusza nawykła do kłamstwa i pochlebstwa , zła i trwożliwa, pogardzająca sama sobą, jestże duszą.?
« Zmiana więc byłaby gorszą nad śmierć. Śmierć za¬bija ciało ; ale po zabiciu duszy cóż pozostaje?
« Śmierć dozwala ci żyć w swoich dzieciach, tu tracisz wszystko, całą przysłość.
« Gdyby Jezuityzm,, duch policyi i szpiegostwa , nikczemne wady objawiające się w uczniu raporterze, z szkoły i klasztoru rozkrzewiły się w społeczeństwie całem, jakże ono ohydny przedstawiałoby widok.
Temi słowy rozpoczął kurs swój p. Michelet. Był to głos ostrzegający Francyę o niebezpieczeństwie grożą-cem jej ze strony zakonu, który przez rewolucyę lipco¬wą zostawszy z widowni publicznej usuniętym, raptem się na niej okazuje i prelensye swoje objawia. Słowa takiej mocy, wymówione przez człowieka tak poważne go jak Michelet i w kraju tak oświeconym jak Francya, musiały wielkie zrobić wrażenie. Zaledwie też wymó¬wione zostały, młodzież tłumami, jakich od dawna nie widziano, na jego kurs i na kurs p. Quinet w podobnym przedmiocie spółcześnie wykładany, uczęszczać zaczęła; dzienniki wsparły professorów, opinia publiczna za nie¬mi się oświadczyła. Słowa te więc służyć muszą do naszego artykułu za wstęp , po którym schodzimy do skreślenia początku zakonu.
Założycielem jego jak powszechnie wiadomo był Ignacy Lojola, wychowany na łonie bogatej hiszpańskiej rodziny, który nagle z wojownika stał się anachoretą, z okazałego dworu schronił się do pustelniczej jaskini, samotną w włosiennicy odbyt pielgrzymkę do ziemi świętej, skąd powróciwszy zaczął naukę swoją od roz¬poznawania zgłosek abecadła, aby utworzyć zakon przeznaczony przez siebie na rządzenie cbrześciańskim światem. W jaki sposób chciał do tego usposobić uczniów swoich, dają poznać przepisane przez niego Ćwiczenia duchowne , których p. Quinet następnjący w treści przedstawia rozbiór.
« Lojola który znajdował się we wszelkich warunkach zachwycenia, entuzyazmu, świętości, z głęboką rachubą układa w pewien system spostrzeżenia jakie mógł na so¬bie samym w takim stanie zrobić. Tym sposobem za-stosowywa on metodę nową, metodę fizyków do tego co w żadną metodę ludzką nie da się ująć- do rzeczy boskich. Słowem, układa fizyologię , dzieło podręczne, albo raczej formule najwyższego uniesienia i świętości.
« Czy wiecie, co go odróżnia od wszystkich ascetyków przeszłych, oto że w tym stanie zachwycenia który u tamtych wyłącza nawet myśl rozwagi, on mógł zimno, z całą logiką, czynić nad sobą spostrzeżenia, analizować siebie. Czynności, które u niego wypływały z natchnienia, narzucając swoim uczuciom jako zatrudnienie, w trzydziestu dniach potrafił złamać wolę, rozum sam, tak prawie jak jeździec, ujeżdżający konia. Potrzeba mu tylko trzydziestu dni, triginta dies dla podbicia duszy.
1 nie zapominajmy, że jezuityzm rozwija ,się w tymże samym czasie co inkwizycya ; kiedy ona rozczłonkowywała ciało, ćwiczenia duchowne rozrywały myśl pod machiną Lojoli.
« Aby dojść do stanu świętości, w książce tej znaj¬duję się np. następujące przepisy :
1° nakreślić na papierze linie rozmaitej wielkości, któreby odpowiadały wielkości myśli.
2° zamknąć się w izbie, którejby okna na pół były otwarte (januis ac feneslris clausis tantisper) e!c;
5° wynurzać się w exklamacyach fin exclamatio-nem prorumpere);
6° w komtemplacyi piekła , która obejmuje dwa preludia, pięć punktów, i jedno colloguium, wystawić sobie że się słyszy narzekania , złorzeczenia, wyobrazić sobie dym, siarkę, zgryzoty sumienia etc. I nie tylko wizye są tak nakazywane , ale nawet, czego by nie można przypuścić, oznaczone są westchnie¬nia same; wzdychanie, oddychanie, pauzy, przerwy milczenia, przepisane są naprzód jak w notach muzycz¬nych. Nie uwierzycie mi, muszę zacytować : « Trzeci sposób modlenia się mierząc właściwym sposobem czas milczenia i słowa.» Sposób ten zasadza się na opuszcze¬niu kilka słów między każdem tchnieniem, każdem oddechem ; i cokolwiek dalej : « Należy pilnie uważać aby równe były przestanki między odetchnięciem a sło¬wami » fet paria anhelilaum ac vocum intei stitia observet); co ma znaczyć , że człowiek natchniony lub nie , jest tylko machiną która ma wzdychać , łkać , jęczyć, płakać, krzyczeć, dusić się w oznaczonym czasie, i w porządku, jaki jest najkorzystniejszym według do¬świadczenia,
« Przygotowawszy tak edukacyę, jakże teraz wykoń¬czyć tego chrześciańskiego automatę? Jakiemi stopnia¬mi wznieść go do dogmatów , do tajemnic ewanielii ? Obaczymy. Jeżeli idzie o tajemnicę , pierwszą rzeczą fpreeludium) przed jakąkolwiek czynnością jest, wyobra¬zić sobie pewne miejsce zmysłowe ze wszelkiemi przyległościami. Na przykład : — jeżeli idzie o najświętszą pannę ? Należy sobie wyobrazić mały domek fdomuncula); — O Narodzenie Chrjstusa? — grotę , jaskinię, wygodny, lub niewygodną ; — O miejsce na którem ka¬zał Chrystus? — drogę z róźnemi zakrętami mniej lub więcej przykremi; — Jeżeli idzie o krwawy pot? po¬trzeba wyobrazić sobie przedewszystkiem ogród pewnej wielkości feeria magniludine, figura et habitudine) , zmierzyć jego długość, szerokość, to co obejmuje; — o królestwo Chrystusa?— wystawić sobie domy wiejskie, grody Cmllas et oppida); poczem należy sobie wyobrazić króla wśród swego ludu, obrócić się do niego, rozmawiać z nim ; zwolna zmienić tego króla w Chrystusa , na miejsce ludu przedstawić siebie, i tym sposobem sta¬nąć w prawdziwem królestwie.
« Taka jest metoda wzniesienia się do tajemnic. Jeżeli ta jest, obejrzyjmy następstwa ! Wychodzić zawsze z materyalnego wyrażenia, nie jestże to okazywać dla ducha nieufność która, wywraca samą naturę chrystyanizimu? Nie jestże to wchodzić ukradkiem do królestwa duchowego ?a tyle drobnostkowych ostrożności, aby za¬stąpić nagłe uniesienie duszy, nie wyrodząż się konie¬cznie u uczniów w chytrość dla zawstydzenia naczelnika chytrości? Jak to! widzisz Boga, na kolanach , płaczą¬cego krwawym potem, i zamiast zapomnieć o wszystkiem na tę myśl jednę, ty bawisz się pokazywaniem mi ogrodu, wymierzaniem jego rozciągłości, kreśleniem metodycznem planu ścieszki, viam planam aut arduam ! Jesteś u stóp góry Tabor w niewytłumaczonej chwili przemienienia pańskiego, i zajmuje cię jedynie kształt góry, jej wysokość, szerokość? Jestże to, wielki Boże, chrystyanizm Apostołów? jestże to chrystyanizm ojców kościoła ? Nie, bo to nie jest chrystyanizm Jezusa Chrystusa.
« Niechaj nikt nie mniema, że z książki tej wybrałem . złośliwie, najdziwaczniejsze miejsca, któreby najwięcej zmieszały tych przeciw którym występuję. Nie, wybra¬łem poważne, a są tam śmieszne, które zawierają żródło maxymi wykrętów jakie zbijał Pascal. Uwierzyłżeby kto np. że Lojola, ten człowiek tak surowy, w ascetyzmie , byt przyprowadzony swoim systematem do udawania udręczenia ciała? Jak to i zmyślać to, co powinno być własnowolne, jak święte biczowania Magdaleny i Fran¬ciszka z Assises. Tak jest, jakkolwiek przykro odsłonić cały system, muszę przytoczyć wyrazy tej zasadniczej książki : ćwiczenia duchowne — i nie śmiejcie się proszę was, bo według mnie, nic smutniejszego nad podobny upadek. Cała myśl jest w tem : — « Aby nie nadwerꬿyć zdrowia, używajmy, mówi Lojola, do biczowania się, małych sznureczków któreby raziły skórę po wierz¬chu, a nie raniły głębiej.» — Jak to ! od samego początku, według idealnego wzoru, jeszcze przed zepsuciem
się zakonn, ndawać zimno, podstępnie, piętna i rany anachonetów i Ojców pustyni, którzy karali na swem wy¬niszczonym ciele buntowania się światowego człowieka! Męczeństwo jest nakazane tylko świętym , wiem to do¬brze ale igrać z męczeństwem, udawać heroizm, zmy¬ślać świętość! któżby uwierzył że to jest podobnem? któżby uwierzył że to było napisane, polecone, rozkazane w prawie?
Raz za pomocą, lego mechanizmu usposobieni ucznio¬wie, na zawsze pozostają w zakonie, i wzbroniony mają przystęp do wszelkich duchownych godności. Bez tytu¬łów , calem duchowieństwem i samym papieżem władać powinni. Podbić umysły, aby niemi rządzić — taki śro¬dek pozostawił Lojola uczniom swoim. Tu wypada nam przytoczyć jeden z najdokładniej wykończonych , naj¬bardziej zajmujących ustępów lekcyj p. Quinet, właśnie ściągający się do wychowania publicznego.
" Założyciele zakonu zrozumieli dokładnie instynkta swojego wieku; powstają oni wśród wznowień porywa¬jących wszystkie dusze; duch twórczy, duch odkryć rozlewa się wszędzie, unosi, porywa świat. W tym szale nauki, poezyi, filozofii, człowiek cznł się popchnionym ku nieznajomej przyszłości. Jak wstrzymać, zawiesić, zmrozić myśl ludzka wśród tego popędu? Jeden tylko był sposób — i tego użyli naczelnicy Jezuitów : to jest zrobić się reprezentantami tej dążności, uledz jej aby ją tem snadniej wstrzymać, budować na całej ziemi domy nauki, aby uwięzić polot nauki, nadać umysłowi ruch pozorny, któryby wszelki ruch rzeczywisty niepodo¬bnym uczynił; zniszczyć go przez nieustanną gimnasty¬kę, i pozorną czynność, głaskać ciekawość, zgasić w sa¬mym zarodzie geniusz odkryć, stłumić umiejętność pod stosem starych ksiąg, słowem niespokojną myśl szesnastego wieku wpleść w koło lxiona — taki byt od począ¬tku len wielki plan wychowania prowadzony z taką mą¬drością, i z tak wydoskonalony sztuka. Nigdy nie użyto tyle rozumu dla sprzysieźenia się przeciw rozumowi.
" Oskarżano zakon Jezuitów o prześladowanie Galileusza. Lepiej on sobie poradził, pracując z nieporównaną zręczuością nad tem, aby świat drugiego Galileusza nie wydal, wykorzeniając z umysłu ludzkiego nianię wy¬nalazków. Wieczny problemat przymierza wiary z nau¬ką, religii z filozofią stał mu na zawadzie. Gdyby, tak jak mistycy średniego wieku, zakon pogardził był je-dnem, a wyexaltował drugie, ani wątpić iż świat nie był¬by go usłuchał. Trzeba mu oddać sprawiedliwość że chciał pozostawić obadwa termina tej kwestyi; ale jakże ją rozwiązał? oto dozwolił błyszczeć rozumowi, nie odjął mu nadziei dogodzenia próżności, ani zewnętrz¬nych oznak potęgi, ale pod jedynym warunkiem aby gonie używać. Stąd, gdziekolwiek sadowi się zakon, czy to wśród miast, czy wśród pustyń Indyi lub Ameryki, stawia zaraz szkołę na przeciw kościoła, dom dla wiary, dom dla nauki. Nie jestże to oznaka naj¬wyższej bezstronności? Wszystko co przypomiua lub zaspokaja dumę myśli ludzkiej, rękopisma, biblioteki, narzędzia fizyczne, astronomiczne, gromadzi w głębi pustyni. Powiedziałbyś że to świątynia wystawiona dla rozumu ludzkiego. Nie uwodźmy się temi pozorami, zej¬dźmy do głębi systemu; badajmy ducha, nadającego znaczenie każdemu zakładowi. Zakon, w tajemnych przepisach, ułożył sam konstytucyę nauki pod tytułem, Ratio studiorum. Jeden z najpierwszych przepisów, na który natrafiamy jest ten : « Aby nikt nawet w przed¬miotach nie pociągających za sobą żadnego niebespieczeństwa dla pobożności, nie wnosił nigdy nowej kwestyi; nemo novas introducal qncestwnes. Jak to, kiedy nie ma żadnego niebespieczeństwa, ani dla osób, ani dla rzeczy, ani nawet dla myśli, zamknąć się od początku w jednem kole problematów, nie wychodzić po za nie, i ze zdoby¬tej już prawdy nie wyprowadzać nowej ! Nie jestże to jałowym uczynić dobry dar Ewanielii ? Mniejsza o to. Wyrazy są jasne; groźba im towarzysząca nie zostawia wątpliwości najmniejszej:« Powinni być koniecznie ode¬pchnięci od nauki ci, których umysł jest zbyt wolnomy-ślący. » Jeżeli nie wolno zwracać myśli ku nowym prawdom, będzież przynajmniej wolno każdemu roz¬trząsać przedstawione kwestye, skoro mianowicie są tak stare jak świat. Nie, i to nie. Wytłómaczmy się jaśniej. Widzę długie przepisy względem filozofii; ciekawy jestem wiedzieć, co to może być za filozofia jezuityzmu; biorę część będącą treścią innych; i cóż znajduję? wjraźne i dotykalne potwierdzenie tego wszystkiego co po¬wiedziałem dotąd. W istocie, na to słowo filozofia, spo¬dziewacie się napotkać kwestye poważne i żywotne o przeznaczeniu, albo przynajmniej o tym rodzaju wolno¬ści, jaką wiek średni umiał pogodzić z subtelnością scho¬lastyki. Nie uwodźcie się; w programacie tym znajduje się to co tam być nie powinno; zręczność w usuwaniu wielkich przedmiotów, a utrzymanie małych. Czy zgadnęlibyście kiedykolwiek, o czem, przedewszyslkiem zabroniono mówić w filozofii jezuityzmu? Oto, należy się zajmować jak najmniej kwestyami o Bogu, a nawet nie mówić o nich wcale: Cuastiones de Deo... prcetereantur, « Nie wolno jak trzy lub cztery dni zatrzymywać się nad ideą o istności najwyższej » (a kurs filozofii jest trzy¬letni). Co się dotyczy istoty, należy to zupełnie pominąć (nihil dicant) ! nade wszystko wstrzymać się lak tu jak gdzieindziej, od rozpraw o pierwszej przyczynie, o wolności, o wieczności Boga. Te sakramentaine wyrazy : niech nic nie mówią, niech nic nie robią, powtarzane są bez ustanku : stanowią ducha tej filozoficznej metody ; gruutem teoryi jest: niech przechodzę te przedmioty bez zgłębiania, non examinando.
" Czy pojmujecie, czem mogła być ta mniemana nauk :, bez pojęcia idei pierwszego początku, bez pojmowania istoty Boga, a nawet samego Boga, słowem bez tego wszystkiego co stanowi jej wielkość? Zresztą następujący dziwny przepis, okazuje jasno jak mało ją ważyli :« Nie¬zdatni do filozofii, mają być powołani do uczenia się kwestyi sumienia : » chociaż prawdę mówiąc, nie wiem czy w tych wyrazach więcej jest pogardy dla filozofii lub dla moralności teologicznej.
« Wreszcie, patrzcie jak są zgodni z sobą; od początku nie dowierzali entuzyazmowi, duszy, i przywiedzeni, zostali nie dowierzać temu co jest zasadą i iródłem tego wszystkiego, to jest idei samego Boga. Przez obawę rzeczywistej wielkości, musieii przyjść do nauki ateu-szowskiej, do metafizyki ateuszowskiej, która nie mając żadnego życia, miała wszystkie jego pozory. Stąd, po odrzuceniu celu nauki, pozostała sama wystawa dyskussyi, tez, aapastnictwa umysłowego, walki na słowa, które cechują wychowanie Jezuitów. Im więcej odjęli powagi myśli, tem więcej przynęcali do tej gimnastyki, do tej bitwy intellektualnej, która zakrywała nicość dyskussyi. Były to widowiska, uroczystości, zapasy akademiczne, pojedynki duchowe. Jakże uwierzyć aby w śród takich zatrudnień literackich, współubiegań się zmyślonych, pism rozrzucanych, myśl niczem nie była? Był to wła¬śnie cud nauki zakonu jezuickiego : przywiązać człowieka do niezmiernych prac które nic przynieść nie mogły, zabawić go dymem próżności a oddalić od chwały, znieruchomić go w tej właśnie chwili kiedy uwodził się wszystkiemi pozorami ruchu literackiego i filozoficznego. Gdyby szatański geniusz bezwładności, okazał się na zie¬mi, nie postąpiłby inaczej.
" Zastosnjcie na chwilę tę metodę do jakiego narodu u którego stałaby się panującą, do Włoch, Hiszpanii, i oceńcie jej skutki J Te narody jeszcze wzruszone śmiałemi wznowieniami szesnastego wieku, odepchnęłyby nieza¬wodnie śmierć przedstawiającą się pod tak naturalną po¬stacią. Ale śmierć, która się przedstawia pod postacią dyskussyi, ciekawości, badania, jakże ją poznać? W kró¬tkim też czasie, w miastach które przepełnione byty sztukami, poezyą, polityką, we Florencyi, Ferrare, Sewilli, Salamance, Wenecyi, zdaje się pokoleniom no¬wym że idą śladem swych przodków, dla tego że pod ręką Jezuitów poruszają się, miotają, intrygują w pró¬żni. Jeżeli metafizyka jest bez Boga, sztuka musi być bez natchnienia, jest to tylko ćwiczenie, igraszka pra¬ktyczna.
« Jeszcze krok jeden aby już raz skończyć. Od filozofii przejdźmy na chwilę do teologii, chcę mówić do stosun¬ków jezuityzmu ze światem chrześciańskim w szesna¬stym wieku. Kwestya która panowała nad rewolucyą religijną była to kwestya wolności. Kościół rozdwaja się. Między reformą a Papieżem jakież stanowisko obierze jezuityzm ? W rzeczy samej, od lego, cały jego byt zawisł — i tu polityka jego przewyższyła o wiele Machiawela. W gruncie, przez cały ten wiek, idzie o to, aby każde wyznanie oświadczyło się za lub przeciw wolnej woli (librę arbitra). Jak sądzicie, za, czem oświad¬czą się ci, którzy w głębi serca zaprzysięgli niewolę myśli ludzkiej! Bez wahania, w swych doktrynach, jawnie, urzędowanie, oświadczają się za wolnością; zasłaniają się i zdobią tą chorągwią ; są oni w tym sze¬snastym wieku, nie można dość tego powtarzać, ludźmi wolnej woli, stronnikami niepodległości metafizycznej. Naumyślnie, przesadzają tę doktrynę tak dalece, że zakony które zachowały żywą tradycyę katolicyzmu, Dominikanie oburzają, się, i inkwizycja grozi; sami pa¬pieże, nie mogąc pojąć tej głębokości, gotowi są ich potępić; tymczasem bądź przez przestrach, bądź przez instynkt wstrzymują się i dozwalają im działać , aż do¬póki wypadek nie wytłómaczył podejścia, z którego nie umieli zdać sobie sprawy ani papizm, ani inkwizycya, ani dawne zakony.
« Taką to chwilową korzyść odniósł jezuityzm razem nad reformacyą i papizmem. Posuwając aż do ostatniego szczebla doktrynę wolnej woli, schlebiał instynktom niepodległości czasów nowożytnych. Jakiejże siły nie miał przeciw protestantom, wzywając ich do uznania niepodległości wewnętrznej, do zrzucenia jarzma prze¬znaczenia i fatalności. Był to silny argument przeciw protestantom Francyi i Niemiec : uczniowie Lojoli wkraczając przez ten wyłom, odzyskiwali władzę nad człowiekiem tegoczesnym, właśnie przez to uczucie, ja¬kie czas najwięcej w nim rozwinął. Wyznajcie że jest to arcydziełem, usidlić umysł ludzki w imię wolności, « We wszystkiem tem polityka religijna jezuityzmu jest ta sama co pierwszych cesarzów rzymskich. Jak August i Tyberyusz występują jako reprezentanci wszystkich dawnych praw rzeczypospolitej aby je zni¬szczyć, tak Jezuici, występują jako reprezentanci praw wrodzonych i metafizycznych umysłu ludzkiego, aby go przywieść do najzupełniejszej niewoli jaka kiedykol¬wiek istniała. O ile to było w ich mocy, zrealizowali oni życzenia tego cesarza : O gdyby rodzaj ludzki miał tylko jedną głowę! Cała różnica na tem polega, iż za miast ją uciąć, poprzestają na jej ujarzmieniu.»
Jeżeli wpływ Jezuityzmu na ogólną oświatę, na postęp umiejętności, nauk i sztuk tak był zgubny, niemniej zgubnym okazał się i w polityce. Zakon albo¬wiem Lojoli, tem się miał odróżniać od wszystkich in¬nych zakonów, że był przeznaczonym do wzięcia czyn¬nego udziału w sprawach światowych. Urzeczywistnienie ideału Grzegorza VII, który pragnął najwyższą władzę świecką z duchowną w ręku swoim i następców swoich połączyć, jednem słowem, monarchia powszechna teokratyczna — była głównem dla Jezuitów zadaniem. Aby cel ten osiągnąć musieli podkopywać wszystkie istniejące w społeczeństwach formy, używając na prze¬mian jednych przeciw drugim.
P. Quinet w następujący sposób przedmiotu tego do¬tyka : " Religie starożytne, mówi on, dopóki istniały, służyły za podstawę pewnym politycznym formom, panteizm kastom wschodnim, politeizm republikom greckim i rzymskim ; z Chrystyanizmem powstaje coś innego, powstaje obrządek, który nie obierając sobie wyłącznie żadnej politycznej formy, łączy się ze wszystkiemi znanemi formami rządów. Sam będąc życiem, udziela tego życia temu wszystkiemu co się z nim sprzy¬mierza, monarchii feudalnej barbarzyńców, rzeczompospolitym mieszczańskim Toskanii, rzeczompospolitym senatorskim Wenecyi i Genui, kortezom hiszpańskim, monarchii czystej, absolutnej, ograniczonej, pokoleniu, klanowi, wszystkim zgoła grupom ludzkości; a ta religijna dusza, znajdująca się wszędzie, przenikająca we wszystkie kształty, rozszerzająca je i rozwijająca,
" W pośród tej pracy, jedna rzecz dziwna objaśnia mnie znagła naturę zakonu Jezusa. Usadowiony w monarchii, podkopuje ją w imię demokracyi (1), i nawza¬jem podkopuje demokracyę w imię monarchii. Jakiekol¬wiek jest jego postępowanie w początku, zawsze kończy na tem, że staje się przeciwny królewskości we Francyi pod Henrykiem III, arystokracyi w Anglii pod Jakóbem II, oligarchii weneckiej, wolności hollenderskiej, samowładztwu hiszpańskiemu, rossyjskiemu, neapolitańskiemu. »
Rozwijając to ogólne założenie, autor powyżej wzmian¬kowany, robi uwagę, że początek jezuickiego zakonu przypada na epokę ustalenia się wielkich monarchij na zachodzie. Najprzód więc przeciw monarchiom usiło¬wania Jezuitów wymierzone były. Pisarze ich ówcześni jak Bellarmin, Emanuel Sa, Alfons Salmeron. Grzegorz z Walencyi, Antoni Santarem i Mariana podniecali i krzewili republikanckie wyobrażenia, uprawniając nawet królobójstwo. Ten ostatni szczególniej, w dziełku — Księga króla, napisanem dla następcy Filipa II, które P. Quinet porównywa z Księciem Machiawela, nie wa¬hał się pochwalić Jakóba Klemensa, i przesunąć tym sposobem przed oczami swego ucznia skrwawiony oręż, który ugodził Henryka III.
Nie mogąc ustępu, wyświecającego postępowanie Jezuitów względem monarchii w całości przytoczyć, przytaczamy z niego smętny tylko lecz malowniczy obraz którym jest zakończony :
« Gdziekolwiek, mówi P. Quinet, umiera dynastya, wszędzie widzę, podnoszącą' się z ziemi i stawającą po za tą dynastya, jakby zły geniusz, jedną z tych posęp¬nych figur, spowiedników jezuickich, która łagodnie, z troskliwością ojcowską prowadzi ją na śmierć ; ojciec Nithard przy ostatnim dziedzicu dynastyi austryackiej w Hiszpanii, ojciec Auger przy ostatnim z Walezyuszów, ojciec Peters przy ostatnim z Sztuartów... Nie wspomnę już o czasach, które widzieliście sami, i które są nas bliskie. Ale przypomnijcie, sobie postać ojca Le Tellier w pamiętnikach Saint-Simona ! Pisarz ten, śmiały we wszystkiem, ją tylko matuje z pewnym prze¬strachem. Jakąż to posępność, jakież to przeczuwanie śmierci rozszerza ona w społeczeństwie całem! Nie znam nic okropniejszego nad tę wymianę jaka się odby¬wa między temi dwoma ludźmi, Ludwikiem XIV i ojcem Le Tellier; król utraca codzień coś ze swego umysłowego życia, Le Tellier przydaje codzień jakąś część swojego jadu; te ostatki, nakazujące uszanowanie, umysłu nie bro¬niącego się już więcej, ten nieustanny zapał intrygi pochłaniającej wszystko to co utraciło sumienie; to współubieganie się między wielkością a poziomością, i ten poziomości tryumf, a na koniec ta dusza ojca Le Tellier, która zdaje się zajmować miejsce duszy Ludwi¬ka XIV i obejmować całe królestwo, a w tej trudnej do uwierzenia wymianie, gdzie jeden wszystko utraca, a drugi nic nie zyskuje, Francya nie poznająca swego starego króla, i przez śmierć jego uwolniona zarazem z podwój¬nego ciężaru, z egoizmu władzy absolutnej i z egoizmu religii politycznej — Jakież to upomnienie dla nas! » Po pogrzebaniu najdawniejszych i najpotężniejszych w Europie dynastyj, w teoryach politycznych szerzo¬nych przez pisarzy towarzystwa jeznsowego najzupełniejsza zaszła zmiana. Wiedząc że odtąd życie ludów europejskich przywiązane jest do demokracyi, z nią roz¬poczęli walkę, wypierając się nauk, które przedtem głosili
« Któż to w XVI wieku, że użyjemy jeszcze słów P. Quinet, ogłasza, z zezwoleniem nawet Filipa II. doktrynę
o wszechwładztwie ludu, kiedy nie ma jeszcze podo¬bieństwa wprowadzenia jej w praktykę ? Zakon Jezui¬tów. Kto w XVIII walczy z zapalczywością. przeciw wszechwładztwu ludu, kiedy właśnie z oderwanej idei, zostało instytucyą? Zakon Jezuitów. Jacy są w XVIII wieku nieprzyjaciele filozofii najwięcej miotający obelg? Ci, którzy w XVI ogłaszali te same, co filozofia, zasa¬dy, używając je za broń do ówczesnej walki. Kto w XVIII wieku wznowił doktrynę o władzy absolutnej i schyzmatyckiej Katarzyny II i Fryderyka II? Ci, którzy w XVI nie ustawali przemawiać za zburzeniem, pode¬ptaniem, zamordowaniem, w imienin ludu, tej samej władzy samowładnej i schyzmatyckiej; nie trzeba bowiem zapominać, że kiedy zakon Jezuitów został przez Pa¬pieża zniesiony, znalazł schronienie, przeciw tej najwyższej władzy, na łonie despotyzmu Katarzyny II. Widziano wówczas, dziwne sprzymierzenie się na chwi¬lę, despotyzmu, ateizmu, jezuityzmu, przeciw wszyst¬kim żywotnym siłom opinii. Od r. 1773 do 1814, kiedy papizm sądzi być jezuityzm umarłym, on żyje upiornie pomimo papizmu, zamkniony, że tak powiem, w sercu ateizmu dworu rossyjskiego, i skoro tylko zapotrzebo¬wano, znaleziono go tam nienarnszonym.
« Jeżeli tych sprzeczności nie dosyć, rozważmy po¬mniki dzisiejsze, najwięcej napojone tym duchem. W na¬szych czasach nikt z większą powagą nad PP. de Bonald i de Maistre, nie wznowił maxym politycznych teokratycznej szkoły. Zapytajcie się ich co sądzą o wyborach, o opinii, o wszechwładztwie ludu. Wszech-władztwo to, odpowiada, ich mówca de Maistre, jest antichrześciańskim dogmatem ; oto co do prawowierności. Ale nie dosyć jest potępić to, co uświęcano niegdyś; potrzeba jeszcze wyszydzić z wymuszoną zuchwałością właściwa wszystkim upadłym arystokracyom, kiedy już innej broni nie mają. Stąd, to wszechwładztwo tak wychwalane przez Bellarmina, Mariana, Emmanuela Sa, u P. de Maistre jest tylko wrzaskiem filozoficznym; wypro¬wadzać wszechwładztwo z ludu, mówi on, iest to je uczy¬nić nienawistnem i śmiesznem. Potrzebaż więcej zmiennictw przytoczyć? Przyszedłszy do tego kresu, obrót został skończony. Broń wyostrzoną przeciw instytucyi monarchicznej, obrócono przeciw instytucji ludo¬wej, i z tego cośmy przywiedli, jasną jest rzeczą, że jak w XVI wieku chciano zniszczyć królewskość przez po¬tęgę ludu, tak w wieku XIX chciano znów pognębić ludy przez potęgę królów. Nie idzie już o zamordowa¬nie monarchii, ale o zamordowanie opinii. »
Taka polityka podkopująca, wszelkie rządy ustalone, w zasadzie ich bytu, musiała w nich obudzać nieufność ku Jezuitom. Trzydzieści dziewięć razy z różnych państw tak monarchicznych jak republikanckich wypę¬dzani, w końcu bullą Klemensa XIV z d. 21 lipca 1773 r, zakon swój całkiem zniesionym ujrzeli. Z bulli tej, jako z najmniej podejrzanego pochodzącej źródła, za¬mieścimy tu kilka ustępów, które zawierają w sobie całe upłynione dzieje Jezuitów.
« Zaledwie ustanowiony został zakon, suofere ab initio, powstały natychmiast rozmaite nasiona niezgody i zazdrości, nie tylko między jego członkami, ale tak względem innych zgromadzeń i zakonów, jak względem duchowieństwa świeckiego, akademij, uniwersytetów, szkół nauk pięknych, a nawet względem panujących, którzy go do swoich państw przyjmowali...
« Wszvstkie środki przedsiebrane do przytłumienia powstających głosów i narzekań przeciw temu zakonowi, okazały się nieskuteczne, przeciwnie, we wszyst¬kich częściach świata powstały nad jego doktryną bar¬dzo smntne spory : universum pene orbem pervaserunł moleslissimce conlentiones de societatis doctrina; które wielką liczbę osób obwiniały o niechęć dla prawowier¬nej wiary i o złe obyczaje. W zakonie, nieporozumienia wzrastały coraz więcej, a na zewnątrz skargi na zakon stały się częstsze, mianowicie co do jego zbyt wielkiej żądzy dóbr ziemskich.
« Uważaliśmy z boleścią, że wszystkie użyte środki na zniszczenie i rozproszenie tylu zamieszek, oskarżeń i ciężkich żalów, pozostały bez skutku, że wielu z na-szych poprzedników jak Urban VIII. Klemens IX, X, XI, XII, Alexander VII i VIII, Innocenty X, XI, XII, XIII i Benedykt XIV pracowali nad tem na próżno. Ogłaszając zbawienne konstytucye, celem zabronienia frymarki i niedozwolenia użycia i przystosowania maxym, które stolica apostolska potępiła jako gorszące i jawnie szkodliwe dobrym obyczajom, usiłowali oni po¬wrócić kościołowi tyle pożądany pokój.
« Ażeby w sprawie tak wielkich następstw, obrać najpewniejszą drogę, osądziliśmy iż potrzeba nam było dłngiego czasu, nietylko dla zrobienia dokładnych po¬szukiwań, rozważenia wszystkiego dojrzale i roztrząśnienia z mądrością, ale jeszcze dla otrzymania przez west¬chnienia i nieustanne modły, pomocy i wsparcia od Ojca światłości.
« Po przedsięwzięciu dopiero tylu i tak koniecznych środków, ufni że nas duch święty wspiera, zmuszeni dopełnić obowiązków naszego posłannictwa, i zważając że po zakonie Jezuitów nie można już oczekiwać tych obfitych owoców i wielkich korzyści, dla których był ustanowiony, potwierdzony i zbogacony tyloma od na¬szych poprzedników przywilejami; że może niema nawet podobieństwa, aby kościół, dopóki zakon ten istnieć będzie, odzyskał pokój prawdziwy i trwały; przekonani i znagleni temi przeważnemi powodami, i innenii, jakich dostarczyły nam przepisy rostropności i dobrego zarządu kościołem powszechnym, a które zachowujemy w głębi naszego serca, po dojrzałej roz¬wadze, postępując według nieomylności naszej i według eupełnej władzy apostolskiej, znosimy powyższy zakon, |ego statuta, konstytucye, te nawet które były zaprzy¬siężone, i istniały w skutek potwierdzenia ich od stolicy apostolskiej, lub z jakiego bądź powodu. » ,
Bulla Klemensa XIV jest wymiarem wielkiej spra¬wiedliwości całemu chrześciaństwu należnej. Pomnąc że Jeznitów najwłaściwiej uważać można za policyę śle¬dzącą każdy czyn, każda, myśl przeciwną nieomylności i wszechwładztwu stolicy apostolskiej, uczujemy tem mocniej jak przeważnych potrzeba było względów, aby taż stolica zakon ich znieść była zmuszoną. Powodów tych nie tai. Maxymy i postępki zakonu tak stały się zdrożnemi i oburzającemi, iż nabyła przekonania że dopókiby on istniał, pokój w chrześciaństwie jest nie¬podobny. Istnieć więc zakon przestał, wyjąwszy dla syzmatyckiej Rossyi.
Tu jest miejsce przejrzeć i ocenić całe jego dzieło. Na samprzod uderzyć musi każdego, dzieła tego nie¬płodność. Kraje w których Jezuityzm najwięcej się rozszerzył i ugruntował, jak Hiszpania, Włochy, Polska, właśnie największemi klęskami dotknięte i ku upadkowi doprowadzone zostały, Hiszpania nim wydała Lojolę, była krajem oświeconym, wolnym, kwitnącym, posiada częściach znanego świata. Jezuici za pomocą inkwizycji świętej, wytępili w niej wszelkie zarody wolności i do najznpełniejszego ubóstwa przywiedli, całego znaczenia w Europie i wszystkich prawie posiadłości gdzieindziej pozbawili. Włochom epoka odrodzenia się nauk świetną zapowiadała przyszłość ; pozostali jednak w rozerwaniu i pod obcem jarzmem. Wewnętrzny stan Polski bardzo był podobnym do wewnętrznego stanu Hiszpanii; Jezu¬ici podobny leż jej los, a nawet gorszy zgotowali. Epoka zniesienia ich zakonu przypadła na rok jeden później po pierwszym rozbiorze naszego kraju. I godna rzecz uwagi, Jezuici którzy pod pozorem założenia mo¬cnej tamy schyzmie narodową jedność Polski rozerwali, w chwili kiedy ta właśnie obrony przeciw zagarniającej ją Rossyi potrzebowała, pośli tam schronienia i protekcyi szukać, a Katarzyna z szyderczym uśmiechem jed¬nego i drugiego im udzieliła. Jezuici rozwinęli także niepospolitą działalność i odwagę w missyach na wschód wysyłanych. Chiny i Japonia były prawie nawrócone, miały się wcielić do Chrześciaństwa ; ale i tu duch za¬konu, duch obłudy, chytrości, intryg, niepohamowanej żądzy panowania i bogactwa, chwilowe powodzenie udaremnił, wszystko zniweczył.
Potępiony raz przez Papieża zakon, za przeciwny pokojowi chrześciaństwa uznany, po coż na powrót z łona caryzmu na łono kościoła przyjętym został? Uprawnione na nowo jego istnienie nie ujmujeą czci należnej religii? nie uwłaczaż powadze samychże pa¬pieży ?
Że się nie zmienił, że się zmienić nie mógł, to naj¬mniejszej wątpliwości nie ulega ; a stąd wnosić można że jego czyny i ostateczny tych czynów wypadek musza, być do dawnych podobne. Czas tylko okoliczności się zmieniły. Zaledwie opinia publiczna we Francyi o pretensyach zakonu ostrzeżoną została, w jednej chwili powstało przeciw niemu powszechne oburzenie. Maska wolności, przybrana dla tem łatwiejszego zabicia wol¬ności, nikogo nie uwodzi. Każdy zrozumiał że Jezuici dlatego na monopol uniwersytetu powstają, aby sami wpływ swój rozszerzyć, i kierunek wychowania publi¬cznego owładnąć mogli, Jest to walka podobna do tej, jaka Jezuici prowadzili niegdyś z Akademią krakow¬ską; ale szczęściem dla Francyi i dla postępu powsze¬chnej oświaty, wypadek tej walki odmiennym tu będzie. Tylko los prześladujący Polskę dozwala im teraz ogar¬niać kierunek wychowania publicznego w jednej z jej prowincyj. Jest to nasz nieprzyjaciel wewnętrzny, działający zawsze na korzyść zewnętrznych wrogów, czyli w pozornej z niemi zostaje niezgodzie, lub w otwar¬tym jest porozumieniu.


1) Bellarmin. De potest. summ. pontif. cap. V. p 77.

_________________
"In quorum manibus arma sunt, in eorum potestate est conservare et perdere Rempublicam" - w czyich rękach jest oręż, w tych mocy, i ocalić i zgubić Rzeczpospolitą.


Góra
 Profil E-mail  
 
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 30 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Skocz do:  
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
[ Time : 0.080s | 15 Queries | GZIP : Off ]